Od Yoshiego do Zoe - "Zakładamy gang, mała?"
Przelatywałem tuż nad głową tej pannicy co chciała mnie wystawić. Ha, ale zapomniała o jednym, istotnym szczególe - mam skrzydła. Poza tym jesteśmy złączeni tym jebanym łańcuchem, niestety jest bardzo długi. Dla mnie mogli nas nawet razem związać. W tym momencie Zoe zawzięcie próbowała go przepiłować. Niestety udało się to jej. Skoro wyważyła drzwi, to chyba potrafi też przepiłować łańcuch, prawda? W tym momencie podleciałem obok niej. Szybkim ruchem przygniotłem ją do muru. Zbliżyłem mój psyk do jej pyska i zacząłem świdrować ją moim przenikliwym spojrzeniem.
- Gdzie się chciałaś wybierać? I to na dodatek beze mnie? - szepnąłem praktycznie łącząc nasze usta, ale jednak powstrzymałem się.
Przez chwilę Zoe zatrzymała się w bez ruchu, jednak nie trwało to długo, bo zaraz zaczęła brutalną walkę z moim przygniatającym ciałem. Robiła to wyjątkowo słabo. Czyżbym ją onieśmielał? Hehe.
- Dobra Zoella, wypuszczę cię, ale nie uciekaj ok? - szepnąłem do niej, zahaczając lekko wargami o jej ucho.
- OK! Ale więcej się do mnie nie dotykaj! - wydarła się na cały głos.
Ja mimowolnie odsunąłem się. Nagle uświadomiłem sobie pewną istotną rzecz - przed chwilą zbiegliśmy z paki i mogą nas zaraz znaleźć. Po chwili usłyszałem odgłosy psów. Szukają nas. Musimy jak najszybciej stąd spierdalać.
- Zoe, wypierdalamy. Tamtędy, szybko - rozkazałem. Ona jedynie popatrzyła się na mnie z pożałowaniem.
- Nikt nie będzie mi rozkazywał, a zwłaszcza ty gnoju. Ja idę tamtędy - odwróciła się na pięcie. I zaczęła iść w przeciwnym kierunku. Szybko zagrodziłem jej drogę.
- Teraz ja tu wydaję rozkazy, suczko - warknąłem.
- Haha, chyba śnisz - przewróciła oczami i zaśmiała się.
- Dobra idź, jak chcesz to idź - sapnąłem zrezygnowany. I oddaliłem się w swoim kierunku. Ona wyraźnie się zdziwiła, że jej odpuściłem ruszyła w swoim kierunku.
Szedłem przed siebie, ale cały czas martwiłem się o Zoellę. Natura obdarzyła mnie doskonałym słuchem i byłem pewien, że słyszałem szczekanie psów właśnie stamtąd. Po chwili coś we mnie pękło i postanowiłem polecieć do niej.
Gdy byłem już blisko zobaczyłem, że wadera jest ścigana przez gliny. Mógłbym teraz powiedzieć - a nie mówiłem? Przeleciałem nad nią i chwyciłem tę seksowną sukę za kark. Ona zaczęła się szarpać. O nie! Tym razem jej nie odpuszczę. Obiecałem sobie, że kiedyś będzie moja, więc nie mogę jej teraz tak zostawić.
- Przestań się szarpać dzikusko! Ratuję ci dupę w tym momencie! - wykrzyczałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili zastanowienia uspokoiła się. Dziękuję.
Przyśpieszyłem lotu i wleciałem w głąb miasta. Wymijałem wysokie zabudowania i starałem się posuwać serpentyną, aby trudniej im było nas ścigać. Wtedy wpadłem na doskonały pomysł - polecę na "Zadupie", mam tu na myśli 5 dzielnicę (więzienie znajdowało się w 6 dzielnicy).
Po długim pościgu w końcu zgubiliśmy psy i znaleźliśmy się nad Zadupiem. Zniżyłem pozycję, upatrzyłem sobie jakiś fajny zaułek i w jednej chwili tam wylądowałem.
Wypuściłem Zoe z uścisku. Zęby i skrzydła mi odpadały.
- W końcu kurwa - wysapałem, mlaszcząc, rozluźniając szczękę i skrzydła. - Może jakieś dziękuje co?
- Ta, dzięki - przewróciła swoimi jasnozielonymi oczkami.
- Słuchaj, skoro teraz obiecałaś, że mnie nie opuścisz to... - uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem przenikliwie na waderę. Ona patrzyła się wystraszona, domyśliłem się co miała na myśli. - Nie, nie. Nie chodzi o seks. Zakładamy gang, mała?
<Wchodzisz w to, pączuszku??? XDDD>
- Gdzie się chciałaś wybierać? I to na dodatek beze mnie? - szepnąłem praktycznie łącząc nasze usta, ale jednak powstrzymałem się.
Przez chwilę Zoe zatrzymała się w bez ruchu, jednak nie trwało to długo, bo zaraz zaczęła brutalną walkę z moim przygniatającym ciałem. Robiła to wyjątkowo słabo. Czyżbym ją onieśmielał? Hehe.
- Dobra Zoella, wypuszczę cię, ale nie uciekaj ok? - szepnąłem do niej, zahaczając lekko wargami o jej ucho.
- OK! Ale więcej się do mnie nie dotykaj! - wydarła się na cały głos.
Ja mimowolnie odsunąłem się. Nagle uświadomiłem sobie pewną istotną rzecz - przed chwilą zbiegliśmy z paki i mogą nas zaraz znaleźć. Po chwili usłyszałem odgłosy psów. Szukają nas. Musimy jak najszybciej stąd spierdalać.
- Zoe, wypierdalamy. Tamtędy, szybko - rozkazałem. Ona jedynie popatrzyła się na mnie z pożałowaniem.
- Nikt nie będzie mi rozkazywał, a zwłaszcza ty gnoju. Ja idę tamtędy - odwróciła się na pięcie. I zaczęła iść w przeciwnym kierunku. Szybko zagrodziłem jej drogę.
- Teraz ja tu wydaję rozkazy, suczko - warknąłem.
- Haha, chyba śnisz - przewróciła oczami i zaśmiała się.
- Dobra idź, jak chcesz to idź - sapnąłem zrezygnowany. I oddaliłem się w swoim kierunku. Ona wyraźnie się zdziwiła, że jej odpuściłem ruszyła w swoim kierunku.
Szedłem przed siebie, ale cały czas martwiłem się o Zoellę. Natura obdarzyła mnie doskonałym słuchem i byłem pewien, że słyszałem szczekanie psów właśnie stamtąd. Po chwili coś we mnie pękło i postanowiłem polecieć do niej.
Gdy byłem już blisko zobaczyłem, że wadera jest ścigana przez gliny. Mógłbym teraz powiedzieć - a nie mówiłem? Przeleciałem nad nią i chwyciłem tę seksowną sukę za kark. Ona zaczęła się szarpać. O nie! Tym razem jej nie odpuszczę. Obiecałem sobie, że kiedyś będzie moja, więc nie mogę jej teraz tak zostawić.
- Przestań się szarpać dzikusko! Ratuję ci dupę w tym momencie! - wykrzyczałem przez zaciśnięte zęby. Po chwili zastanowienia uspokoiła się. Dziękuję.
Przyśpieszyłem lotu i wleciałem w głąb miasta. Wymijałem wysokie zabudowania i starałem się posuwać serpentyną, aby trudniej im było nas ścigać. Wtedy wpadłem na doskonały pomysł - polecę na "Zadupie", mam tu na myśli 5 dzielnicę (więzienie znajdowało się w 6 dzielnicy).
Po długim pościgu w końcu zgubiliśmy psy i znaleźliśmy się nad Zadupiem. Zniżyłem pozycję, upatrzyłem sobie jakiś fajny zaułek i w jednej chwili tam wylądowałem.
Wypuściłem Zoe z uścisku. Zęby i skrzydła mi odpadały.
- W końcu kurwa - wysapałem, mlaszcząc, rozluźniając szczękę i skrzydła. - Może jakieś dziękuje co?
- Ta, dzięki - przewróciła swoimi jasnozielonymi oczkami.
- Słuchaj, skoro teraz obiecałaś, że mnie nie opuścisz to... - uśmiechnąłem się pod nosem i spojrzałem przenikliwie na waderę. Ona patrzyła się wystraszona, domyśliłem się co miała na myśli. - Nie, nie. Nie chodzi o seks. Zakładamy gang, mała?
<Wchodzisz w to, pączuszku??? XDDD>