Od Yoshiego do Zoelli i Geurra
Stałem pod bankiem. Nie znalazłem się tam przypadkowo oczywiście. Śledziłem tą cwaną wilczyce, nie ufam jej i znając życie może wykorzystać pierwszą lepszą okazję by zwiać. Podążałem za nią od początku jej wędrówki.
"- Tylko mnie nie śledź jasne? - powiedziała ostro Zoe. Na te słowa cicho przytaknąłem, ale i tak zrobiłem swoje.
Gdy zaraz zniknęła za zaułkiem powoli począłem się na nią skradać. Posuwałem bezszelestnie łapy po brudnym, brukowym chodniku pozostając blisko ściany. Podniecała mnie ta akcja. Czułem się na ninja. O dziwo szło mi to całkiem nieźle, Zoe nawet się nie obejrzała. Prawdo podobnie myślała, iż mnie zgubiła albo tak się jej śpieszyło, że nie miała czasu zawracać sobie tym głowy.
Po kawałku drogi dobiliśmy na pierwszy przystanek. Było to nic innego jak burdel. Zoe otwierając drzwi obejrzała się do tyłu. W ostatniej chwili skryłem się za krzakami. Przygryzłem wargę wystraszony, modląc się, by mnie nie zauważyła. Przełknąłem ślinę i wychyliłem się z mojego ukrycia, aby spenetrować teren. Ok, nikogo nie było. Wadera prawdopodobnie weszła do środka. Przyszła pora i na mnie. Bezdźwięcznie otworzyłem zardzewiałe drzwi obklejone plakatami prostytutek i zszedłem schodkami na dół. Po wejściu dostałem ostrym fleszem po oczach, a pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem były wyginające się panienki. Lubiłem takie widoki. Niestety Zoella zniknęła mi z punkt widzenia. Zaklnąłem pod nosem. Rozejrzałem się po sali. Wszędzie: dupy, fagasy, dupy, fagasy... Zoe brak. Postanowiłem jej poszukać, jeszcze się okaże, że leży pod jakimś stołem pobita i zgwałcona. Aczkolwiek, to prędzej ona kogoś pobije i zgwałci. Zaśmiałem się w myślach, na samo wyobrażenie tych wystraszonych pedałów i Zoe dającej im wpierdol. Przeszukałem cały burdel. Myślałem, że ją przegapiłem. Nagle spostrzegłem, małe intrygujące drzwiczki. Moja ciekawość nie dała mi spokoju i podszedłem bliżej. To co mi się rzuciło w oczy był leżący, pobity ochroniarz. Wszystko wskazywało na to, że Zoella maczała w tym łapy. Lekko uchyliłem drzwi. Trafiłem akurat na sam środek napierdalanki, a kto był jej głównym bohaterem? Oczywiście moja Zoe. Nie słyszałem o co chodziło, bo wszystko zagłuszała muzyka i odgłosy orgazmów z sali do "tańca". W każdym razie wszystko wyglądało mega. Nie ma lepszego widoku jak wściekła, seksowna wadera. Z podnieceniem patrzyłem na zajście. Gdy widziałem, że bójka chyli się ku końcowi. Oddaliłem się od drzwi i szybkim krokiem wyszedłem z klubu. Tam postanowiłem zaczekać na Zoe.
Po kilku minutach wyszła wraz z jakimś basiorem. Gadali coś o gangu. Czyżby nowy członek? Rozdzielili się, z tego co słyszałem mieli coś jeszcze do załatwienia i za kilka minut mieli spotkać się w banku. W takim razie spotkam się tam z nimi."
Czekałem już na miejscu. Nagle spostrzegłem tego basiora, z którym gadała Zoe. Szedł z głową opuszczoną do ziemi. Gdy był już tak blisko mnie i zobaczył moje łapy, szybko podniósł głowę do góry. Spojrzeliśmy na siebie będąc bardzo blisko. Przez chwilę oboje staliśmy w bezruchu wlepiając się w siebie, jednakże ja postanowiłem to przerwać. Albowiem zrobiłem ten "mój niegrzeczny uśmiech". Basior w jednej chwili się otrząsnął i szybko odsunął. Widziałem jak mocno się zarumienił.
- Yoshimatsu jestem - przerwałem niezręczną ciszę.
- Guerrero - powiedział przełykając ślinę. - Ty jesteś wspólnikiem Zoe?
- Się wie - zaśmiałem się. - Zajebiście jest być wspólnikiem takiej zajebistej wilczycy jak ona.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy gdy nagle, zadał mi dziwne pytanie:
- Lubisz może facetów?
Trochę zatkało mnie to. W tym momencie byłem pewien, że jest gejem albo chociaż biseksualistą. On chce bym był jego kotkiem? Nigdy nie myślałem, czy bym chciał ruchać się z jakimś facetem. Pewnie by było to dla mnie nowe przeżycie. W sumie gdyby Zoe mnie nie chciała to zawszę mogę to zrobić...
Przerwałem moje dziwne myślenie i szybko bąknąłem by nie zapeszać:
- Nie, wolę takie gorące samice.
On wyraźnie posmutniał. Na szczęście nagle zjawiła się Zoe i dzięki niej nie musiałem jakoś ratować tej niezręcznej sytuacji.
<Zoe? Geurr? Ustalcie kto pisze dalej xd>
"- Tylko mnie nie śledź jasne? - powiedziała ostro Zoe. Na te słowa cicho przytaknąłem, ale i tak zrobiłem swoje.
Gdy zaraz zniknęła za zaułkiem powoli począłem się na nią skradać. Posuwałem bezszelestnie łapy po brudnym, brukowym chodniku pozostając blisko ściany. Podniecała mnie ta akcja. Czułem się na ninja. O dziwo szło mi to całkiem nieźle, Zoe nawet się nie obejrzała. Prawdo podobnie myślała, iż mnie zgubiła albo tak się jej śpieszyło, że nie miała czasu zawracać sobie tym głowy.
Po kawałku drogi dobiliśmy na pierwszy przystanek. Było to nic innego jak burdel. Zoe otwierając drzwi obejrzała się do tyłu. W ostatniej chwili skryłem się za krzakami. Przygryzłem wargę wystraszony, modląc się, by mnie nie zauważyła. Przełknąłem ślinę i wychyliłem się z mojego ukrycia, aby spenetrować teren. Ok, nikogo nie było. Wadera prawdopodobnie weszła do środka. Przyszła pora i na mnie. Bezdźwięcznie otworzyłem zardzewiałe drzwi obklejone plakatami prostytutek i zszedłem schodkami na dół. Po wejściu dostałem ostrym fleszem po oczach, a pierwszą rzeczą jaką zobaczyłem były wyginające się panienki. Lubiłem takie widoki. Niestety Zoella zniknęła mi z punkt widzenia. Zaklnąłem pod nosem. Rozejrzałem się po sali. Wszędzie: dupy, fagasy, dupy, fagasy... Zoe brak. Postanowiłem jej poszukać, jeszcze się okaże, że leży pod jakimś stołem pobita i zgwałcona. Aczkolwiek, to prędzej ona kogoś pobije i zgwałci. Zaśmiałem się w myślach, na samo wyobrażenie tych wystraszonych pedałów i Zoe dającej im wpierdol. Przeszukałem cały burdel. Myślałem, że ją przegapiłem. Nagle spostrzegłem, małe intrygujące drzwiczki. Moja ciekawość nie dała mi spokoju i podszedłem bliżej. To co mi się rzuciło w oczy był leżący, pobity ochroniarz. Wszystko wskazywało na to, że Zoella maczała w tym łapy. Lekko uchyliłem drzwi. Trafiłem akurat na sam środek napierdalanki, a kto był jej głównym bohaterem? Oczywiście moja Zoe. Nie słyszałem o co chodziło, bo wszystko zagłuszała muzyka i odgłosy orgazmów z sali do "tańca". W każdym razie wszystko wyglądało mega. Nie ma lepszego widoku jak wściekła, seksowna wadera. Z podnieceniem patrzyłem na zajście. Gdy widziałem, że bójka chyli się ku końcowi. Oddaliłem się od drzwi i szybkim krokiem wyszedłem z klubu. Tam postanowiłem zaczekać na Zoe.
Po kilku minutach wyszła wraz z jakimś basiorem. Gadali coś o gangu. Czyżby nowy członek? Rozdzielili się, z tego co słyszałem mieli coś jeszcze do załatwienia i za kilka minut mieli spotkać się w banku. W takim razie spotkam się tam z nimi."
Czekałem już na miejscu. Nagle spostrzegłem tego basiora, z którym gadała Zoe. Szedł z głową opuszczoną do ziemi. Gdy był już tak blisko mnie i zobaczył moje łapy, szybko podniósł głowę do góry. Spojrzeliśmy na siebie będąc bardzo blisko. Przez chwilę oboje staliśmy w bezruchu wlepiając się w siebie, jednakże ja postanowiłem to przerwać. Albowiem zrobiłem ten "mój niegrzeczny uśmiech". Basior w jednej chwili się otrząsnął i szybko odsunął. Widziałem jak mocno się zarumienił.
- Yoshimatsu jestem - przerwałem niezręczną ciszę.
- Guerrero - powiedział przełykając ślinę. - Ty jesteś wspólnikiem Zoe?
- Się wie - zaśmiałem się. - Zajebiście jest być wspólnikiem takiej zajebistej wilczycy jak ona.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy gdy nagle, zadał mi dziwne pytanie:
- Lubisz może facetów?
Trochę zatkało mnie to. W tym momencie byłem pewien, że jest gejem albo chociaż biseksualistą. On chce bym był jego kotkiem? Nigdy nie myślałem, czy bym chciał ruchać się z jakimś facetem. Pewnie by było to dla mnie nowe przeżycie. W sumie gdyby Zoe mnie nie chciała to zawszę mogę to zrobić...
Przerwałem moje dziwne myślenie i szybko bąknąłem by nie zapeszać:
- Nie, wolę takie gorące samice.
On wyraźnie posmutniał. Na szczęście nagle zjawiła się Zoe i dzięki niej nie musiałem jakoś ratować tej niezręcznej sytuacji.
<Zoe? Geurr? Ustalcie kto pisze dalej xd>