Od Zoe do Yoshiego

-Chyba śnisz! - powiedziałam poważnym tonem i odwróciłam się od basiora plecami.

Kiedy miałam się już od niego oddalać... Luj z tym, że obiecałam mu nie uciekać. Ja, gang i on?! Nigdy w życiu!

-Masz u mnie dług, pamiętaj! - po tych słowach zatrzymałam się.
-Ty lepiej zastanów się gdzie się prześpimy. W sensie nie o to chodzi ty zboczeńcu! Załatw nocleg! - Krzyknęłam, ponieważ jego twarz zaczęła robić się dziwna.
Ten pacan nadal gapił się na mnie. Moja mina z poważniała.

-SŁYSZYSZ MNIE IDIOTO?! - Wyrwałam go najwidoczniej z zamyślenia.

-Cooo? - Spytał głupio.
-Gówno! Nie będę w żadnym twoim gangu, wybij to sobie z głowy. - Po tych słowach odwróciłam się i zaczęłam iść w swoją stronę.
-A w swoim? - Zapytał chytrze Yoshi. - Zatrzymałam się.
-A jeśli się zgodzę to przestaniesz zawracać mi dupę? - Spytałam zirytowana.
-Tak - Odpowiedział.
-Okej, zgoda. - Powiedziałam, Yoshi wyglądał na zadowolonego.
-A teraz daj mi święty spokój i daj napawać się wolnością! - Krzyknęłam szczęśliwa.

Wybiegłam z ciemnego zaułku i skręciłam w prawo. Yoshi najwidoczniej mnie zgubił. Miałam do załatwienia jeszcze kilka spraw. Udałam się do jednego z klubów nocnych znajdującego się w 4 dzielnicy.

Weszłam do klubu, moim oczom ukazały się paradujące na rurze dziwki, którymi cholernie gardziłam oraz ich klientów. Ale nie to mnie teraz interesowało. Szybko udałam się na zaplecze dla personelu. Przy drzwiach stał napakowany ochroniarz. Miałam już otwierać te cholerne drzwi, kiedy nagle zagrodził mi je ochroniarz.
- A panienka gdzie? - spytał spokojnie.
-Nigdzie - Odpowiedziałam robiąc przy tym chytrą minkę.

Po tych słowach ochroniarz dostał mocnego kuksańca w ryj. Upadł na ziemie nieprzytomny.
Całe szczęście nikt tego nie widział. Za drzwiami znajdował się korytarz, który prowadził do jednego wejścia. Dobrze wiedziałam co tam się znajduje. Bez namysłu otworzyłam drzwi z kopniaka.
Zobaczyłam osobę, którą chciałam zobaczyć. Fin. Tępy chuj, który wisi mi dużą sumkę czyli 400 tysięcy Golda.
-Oddawaj hajs ty tępy chuju!
Fin siedział w najlepsze przy wielkim stole wraz ze swoimi kumplami. Otoczony był ładnymi panienkami. Popijał drogimi alkoholami i grał w Pokera.

-Nie wiem o jaki hajs ci chodzi...
-Dobrze wiesz o jaki - 400 tysięcy! - Krzyknęłam zezłoszczona.
Bez namysłu wskoczyłam na stół i zwaliłam Fina z krzesła przygniatając go do ściany.
-Dajesz hajs albo giniesz. - powiedziałam poważnie.
-DOBRZE! OKEJ DAM CI TEN HAJS! - Krzyknął ze łzami w oczach.
-Dajcie jej walizkę... - Powiedział.

Dostałam walizkę. Ale stwierdziłam, ze zemszczę się. Gwałtownie się odwróciłam i z całej siły przywaliłam w twarz delikwentowi.
-Dziękuję - Powiedziałam z dumą.

Kiedy wychodziłam trafiłam na jakaś bójkę w sali ,,tańca". Jakiś młody basior nawalał się z innymi klientami. Nie chciało mi się oglądać tego cyrku, więc postanowiłam to przerwać.
Każdego klienta potraktowałam pięścią, a oni sami poszli spać. Kiedy chciałam ,,uśpić" tego młodego chłopaka on odparł mój atak. Dobry jest!
-Słuchaj... Jednak nie chcę się bić. - powiedziałam powoli i spokojnie.
-Co robisz w mieście? - spytałam zaciekawiona.
-Nic... - Powiedział ponuro.
-A interesują Cię klimaty gangów czy coś w tym stylu?
-Tak. - Powiedział chłodno.
-Wbijasz do mojej ekipy? - Spytałam jak jakaś Karyna.
-Okej, niech ci będzie.
-Jak cię zwą? - Zapytałam
-Guerr.

Basior podał mi nr telefonu., a ja sama poszłam ogarnąć sobie jakiś.
Potem poszłam do banku odstawić swój hajs. Całe szczęscie mam kumpla pracującego w jednym z nich. Więc obeszło się bez podawania prawdziwych danych. Przez całą drogę miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie śledzi.
Kiedy wychodziłam z banku spotkałam nikogo innego jak Yoshiego... Dziwne....